Beata Bigaj w czasie zamętu panującego w sztuce,
wobec zachwiania i relatywizowania wartości,
a nawet sensu malarstwa - maluje z uporem
i żarliwością.
Co prawda czytałem ostatnio, że śmierć malarstwa
została odwołana na jakiś czas przez kuratorów
i krytyków zajmujących się sztuką aktualną i modną,
ale to właśnie Beata Bigaj swoim malowaniem
sygnalizuje, że nie ważne są bzdury, a najważniejsze
są godziny przed sztalugami.
Na obrazach Artystki widzimy więc ludzi mocnych
i umięśnionych, ale i bezradnych, bezdomnych,
samotnych.
Patrzymy na martwe natury, a szczególnie
w grafikach Beata Bigaj odkrywa w bielach
i szarościach siłę i dramat obecny na obrazach.
Niezależnie od tego czy człowiek na dużych czy
mniejszych płótnach malarki to tak jak w poliptyku
„Czym jest prawda” – Chrystus i otaczający go
apostołowie, czy jak w „Kolejce podziemnej”
czy na przejmującej „Arenie” – to malowani ludzie
są tak samo samotni, zmęczeni i cierpiący.
Jeżeli nawet są siłaczami i mają potężne bicepsy
– to wydaje się, że udają, a nieraz zasłaniają twarze
by paparazzi nie ujawnili prawdy.
Tak więc teatrum Beaty Bigaj to szczególnego
rodzaju powtarzający się niezmienny motyw
„Ecce Homo”, to dramatyczne rozważanie o życiu
i śmierci, o pozorach siły, o zagubieniu i bezradności,
ale i o prawdzie, której malarka uparcie poszukuje
i którą krok po kroku odkrywa.
Droga jaką wybrała dla siebie i swego malarstwa
Beata Bigaj, to droga trudna bo pozbawiona
pozorów i efektów.
Patrząc na rodzaj ekspresji, na materię malarską,
na kolor i strukturę postaci i przedmiotów – warto
mieć świadomość, że Artystka niczego sobie nie
ułatwia, a może nawet stawia sobie cele coraz
trudniejsze, podejmując ryzyko w równym stopniu
dotyczące treści i formy malowanych płócien.
Ten cel jest taki sam jak przed setkami
i dziesiątkami lat.
Chodzi po prostu o to by malowanie nie było
efektownym cyrkiem, lecz trudnym bardzo, niemal
codziennym poszukiwaniem prawdy.
Ten upór i siłę widzę w obrazach Beaty Bigaj.
maj 2007 prof. Stanisław Rodziński